BLOG ZONE

Tydzień 9 (Tajemnicza Barmanka)

 

 

Mój weekend był przykładem dobrego, złego i brzydkiego, i to w wielu znaczeniach…

 

Najpierw dobre. No i stało się, budowanie formy na wiosnę idzie pełną parą! Bardzo się cieszę, że w końcu można się więcej poruszać. Już nawet rozglądałam się za rowerami, ale chyba muszę poprosić o radę kolegów. Postanowiłam też, chociaż na jakiś czas, że ograniczę spożywanie piwa. Ale będzie się trudno oprzeć widząc takie smakołyki, coraz to nowsze smaki. A teraz będzie jeszcze trudniej, bo ostatnio polubiłam piwa belgijskie, co jedno to lepsze. A wy je lubicie, belgijskie ale?

 

Następny „dobry” punkt programu to Dzień Św. Patryka. Co prawda to irlandzkie święto narodowe i religijne obchodzone jest 17 marca, ale przecież u nas, w Polsce każda okazja do napicia się piwa jest dobra, nieprawdaż? Najważniejszą tradycją obchodów dnia św. Patryka jest noszenie ubrań w kolorze zielonym. Sam zwyczaj podawania tego dnia "zielonego" piwa nie jest tradycją rodem z Irlandii. Zwyczaj ten wprowadzili potomkowie Irlandczyków, którzy wyemigrowali do Stanów Zjednoczonych w XIX i XX wieku. W samej Irlandii zwyczaj ten pojawił się niedawno, raczej ze względu na turystów, którzy spodziewają się kufla zielonego piwa. Ktoś z Was pił takie zielone piwo? Ciekawe, co prawdziwi Irlandczycy o tym myślą. Tak czy inaczej, fajnie jest widzieć Polaków i Irlandczyków razem świętujących przy piwie.

 

I w końcu pojawiło się znów słoneczko i dopełniło mój „dobry” tydzień. Chwilo trwaj wiecznie.

 

Przechodząc do „złego”, wchodzi do naszego lokalu około dziesięciu mężczyzn. Scena jak wzięta ze spaghetti westernu, każdy kozaczy, jak to tylko na wieczorze kawalerskim możliwe. Jest godzina 16.00, a oni już pijani, ale to nic. Dopiero jak otworzyli swoje buźki to się zaczęło. Krzyki, wyzwiska i wulgaryzmy. Ja grzecznie proszę o ściszenie tych głosów, a tu jeden z panów mnie pyta: "albo zarabiacie na nas dużo kasy albo wychodzimy". I co byście zrobili w tej sytuacji? Ja odpowiedziałam, że wychodzą, po czym na całe szczęście opuścili lokal. Czułam się jakbym w jakimś salonie na dzikim zachodzie pracowała, więc uważam, że postąpiłam słusznie.

 

A na koniec „brzydkie”, albo może „ohydne”… a było ich 11. Po pierwsze, znowu to zrobiła. Pani zamówiła ciechana miodowego z sokiem, ale słoooodycz. I marnotrawstwo. A pozostałe 10 „ohyd”? Chyba zgadniecie, które to były!

 

To do następnego tygodnia.

 



made by Inventcom | BEERPUBS.PL © Copyright 2012 - 2016